Nazywam się Mantoni Acierewicz, a to jest moja historia. Był zwykły letni dzień kiedy przyszedł rozkaz z góry. A więc wojna przeciwko potomka zdrajcy Judasza, dobrze wiem skąd wzięły się pierwsze wampiry. Nie pozostało mi nic jak tylko nabrać sił i ruszyć na wojnę, jak mawiał poeta wojna nigdy się nie zmienia, zawsze trochę śmierdzi i zawsze ktoś przegrywa, a inny wygrywa. To trochę tak jak w szachach dla debili, tak naprawdę nie wiesz do końca czy wygrałeś czy nie. Ale jak tu nabrać siły jak się nie ma kasy, w tym państwie nie ma nic za darmo. Właściwie w żadnym nie ma, ale najlepiej narzeka się na swoje, bo jest swojsze niż wasze wajsze. Postanowiłem zaryzykować kupiłem chleb że śluzem od Ropuszka, by tak tani że starczyło mi na super kałaszka od Rzezmioszka, tak kupiłem w Q3 w cenie Q2, tylko głupek by nieakorzystał. Pałaszuje chlebek, okazał się całkiem smaczny, choć śluz na spieczonej skurcze nie jest dodatkiem, którego spodziewanym się na chlebie. I wtedy to się zaczęło! Wojna? Nie, halucynacje. Okazało się, że śluz wydzielany przez Ropuszka daje niezłego kopa i działa jak niezły drag. Ruszyłem w środek bitwy strzał za strzałem zadawałem obrażenia krytyczne, wall był zbudowany na 30 mln, wszyscy klaskali, a prezydent już miał mi dać order uśmiechu, lecz niestety w tym momencie faza zeszła i okazało się, że tak naprawdę oddałem 3 starzały, wywaliłem się w okopie i upadłem na głupi ryj. Myślałem że to już koniec, nie będę ściemniał obiektywnie było po mnie. Ojciec pewnie powiedziałby jakaś mądrość w stylu każdemu na koniec jego własny dowcip. Ja nie jestem swoim ojcem, więc nic nie powiedziałem tylko się rozplakałem. Wtedy wszedł on niczym jakiś mada faka Mesjasz, stanął nade mną i dał mi kolejne 3 pif-pafy. 



Nie domyśliłem się kto? No jak to Rzezimioszek ubrany w firankę uratował mnie, bitwę, świat, a nawet Polskę. Od tego dnia zawsze kupuję solidną broń z zakładów produkcyjnych Fusion. Na nich mogę polegać.



Bądź patriotą, kupuj od Rzezimioszka.


PS. SZUKAM PRACY