Był ranek, sto dziewięćdziesiątego czwartego dnia. Ze stacji w Berlinie, pod osłoną mgły i milczenia, wyruszył pociąg. Zwykły – wydawałoby się – skład towarowy. Jednak jego zawartość była owiana tajemnicą. Ładunek, jakiego pilnowały najlepiej wyszkolone oddziały Wehrmachtu, nie figurował w żadnym rejestrze.
Dokumenty? Zaginęły. Rozkłady jazdy? Nieistniejące. Cel podróży? Oficjalnie – nieznany.
Sto dziewięćdziesiątego piątego dnia – wciąż niezauważony – pociąg przekroczył wschodnią granicę. Wjechał na teren ePolski. Nikt nie wiedział, co znajdowało się w zaplombowanych wagonach. Ani ludzie, ani skanery, ani dokumenty – żadnych śladów.
Tylko jeden człowiek mógł przerwać ten bieg wydarzeń – młody strażnik graniczny 100mph. Gdyby wtedy, w tamtym momencie, zatrzymał skład do rutynowej kontroli… Być może losy świata potoczyłyby się zupełnie inaczej.
Ale tego nie zrobił. Nie był świadomy, jak pominięcie jednego pociągu widmo podczas inspekcji wpłynie na losy epaństwa.
Młody strażnik wydał rozkaz - jazda. Pociąg – niepokojony przez nikogo – dotarł do celu. Warszawa. Stolica.
- Co przewoził tajemniczy skład?
- Jaki był jego faktyczny cel?
- Kto jest reżyserem międzynarodowej intrygi?
- Komu zależy na osłabieniu epaństwa w krytycznym momencie?
Na odpowiedzi musieliśmy czekać do dwieście dwudziestego dziewiątego dnia...
